Czas czytania artykułu
Wiosenne ptasie śpiewy
Nie raz słyszeliśmy opinię o kojącym wpływie ptasiego ćwierkania. Z tym kojarzy nam się wiosna. Wszystko budzi się do życia, szpaki tworzą murmuracje na niebie, a nam od samego rana też chce się właśnie fruwać, bo obudził nas czuły śpiew wróbla, który pomieszkuje na drzewie nieopodal.
A gdyby zastanowić się nad głosem, który słyszymy w rozmowach z Ludźmi. Czy aby na pewno każdy odbieramy dokładnie tak jak wspomnianego wróbelka?
Na bazie doświadczeń wiele z nas odpowie: no nie. Na niejeden głos wręcz się wzdrygamy, a są takie których moglibyśmy słuchać godzinami, bo brzmią jak najpiękniejsza muzyka. I koją.
Europejskie badania
Mamy to na papierze! Tym razem nie amerykańscy naukowcy, ale nasi lokalni – europejscy, przeprowadzili badania na grupie 295 zdrowych Osób, gdzie zadaniem było przez 6 minut słuchać ptasich śpiewów oraz odgłosów ruchu ulicznego i wykonywać w trakcie proste zadania polegające na zapamiętywaniu elementów.
Chyba nie zdziwi nikogo, że wyniki badań nie są szokujące. O ile nie zanotowano żadnych różnic kognitywnych dotyczących wykonywanych zadań (dla uproszczenia: nikomu nic się nie myliło i pomyślnie wykonał zadanie), o tyle Uczestnicy badania potwierdzili mały lub średni pozytywny wpływ na samopoczucie.
Badani potwierdzili obniżenie stanu lękowego czy stanów depresyjnych. Ktoś może podnieść larum, że potwierdzony mały wpływ to żaden wynik, ale pamiętajmy, że to było jedynie sześciominutowe badanie i z naukowego punktu widzenia samo potwierdzenie wpływu jest dowodem.
Tu link do wyników badania (https://pure.mpg.de/rest/items/item_3364002_11/component/file_3433115/content)
Autorzy wskazali, że wyniki uzasadniają dalsze badania nad wykorzystaniem odgłosów przyrody, w tym śpiewu ptaków, jako elementu wspierającego terapię zaburzeń zdrowia psychicznego w warunkach oddziałów klinicznych.
Głos Nauczyciela
Zatem zastosujmy analogię i postawmy tezę, że głos nauczyciela, który jest takimi samymi falami dźwiękowymi, co śpiew ptaków i ma wpływ na edukację Uczniów, którzy owego Nauczyciela słuchają.
Zgodnie z neuronauką, najpierw pojawia się stan, potem przychodzi zrozumienie jego znaczenia.
Uregulowany układ nerwowy Nauczyciela, prozodia i ton Jego głosu stanowią podstawową informację dla mózgów Uczniów, że to miejsce jest dla Nich bezpieczne, że nic Im nie grozi i mogą otworzyć się na to, co Ich czeka w towarzystwie tej Osoby.
Mózgi Uczniów nieustannie analizują otoczenie, a jednym z kluczowych elementów systemu oceniającego stan potencjalnego zagrożenia są ciała migdałowate oceniające biologiczne znaczenie napływających bodźców.
I teraz istotne: nie mamy wpływu na barwę naszego głosu – nie każdy jest Nat King Colem, ale mamy wpływ na to w jaki sposób go podamy.
Najpierw zadbaj o siebie
Gdy my nauczyciele nie zatroszczymy się o siebie, wchodzimy na zajęcia w stanie wyczerpania być może nie zdając sobie sprawy z tego, iż kilka sekund przebywania z nami i Uczniowie dostrajają się do naszego stanu, do naszego poziomu zmęczenia, do naszego układu nerwowego, który od dawna nie był zaopiekowany.
Gdy mówię, że edukacja zaczyna się w układzie nerwowym Nauczyciela, mam na myśli nie tylko tezę, którą otwarcie stawiam na bazie doświadczeń, ale też naukowe dowody jak my ludzie dostrajamy się do siebie. Jak instrumenty w orkiestrze.
Gdy Nauczyciel dobrze spał, miał chwilę ciszy lub przyjemną rozmowę z Kimś przed lekcją, czuje się szanowany i kompetentny, doświadcza wsparcia w miejscu pracy i nie jest przeciążony zadaniami tylko dlatego, że przecież wszystkiemu podoła – wchodzi na zajęcia z rozluźnionymi barkami, błyskiem w oku i spokojnym układem nerwowym, który biologicznie natychmiast zostaje wychwycony przez Uczniów.
Wtedy, gdy odezwie się, wszyscy dostrajają się do Jego prowadzenia i przestrzeń edukacyjna staje się miejscem rozwoju. Na tym nam wszystkim kochającym edukację zależy.
Autor: Magdalena Siatkowska